BRZOZOWSKI Tadeusz

Tadeusz Brzozowski urodził się w 1918 roku we Lwowie, zmarł w 1987 r. Był malarzem, rysownikiem, scenografem i pedagogiem. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, podczas okupacji kontynuował naukę w Kunstgewerbeschule. Uczył się w pracowniach Ignacego Pieńkowskiego i Pawła Dadleza. Dyplom uzyskał w 1945 roku. W tym samym roku rozpoczął pracę pedagogiczną na Politechnice Krakowskiej (1945-54), następnie uczył także w Liceum Plastycznym w Zakopanem (1954-69) oraz poznańskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (1962-79) i krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (1979-81). W czasie II wojny światowej współpracował z podziemnym Teatrem Tadeusza Kantora. Należał do II Grupy Krakowskiej oraz międzynarodowego ruchu artystycznego Phases. W początkowym okresie swojej twórczości malował obrazy inspirowane surrealizmem. Po 1960 roku zwrócił się w stronę sztuki abstrakcyjnej. Tworzył obrazy sztalugowe i monumentalne dekoracje ścienne. Był współautorem polichromii kościołów w Imielnie i Mogilanach, zaprojektował gobelin dla Filharmonii w Bydgoszczy.

 

ARTYSTA NA TEMAT SWOJEJ TWÓRCZOŚCI

„U mnie wszystko od początku do końca jest procesem. Zawsze na początku „wciągam się” w istotne napięcie, na którym zależy mi, aby trwało do końca. Od zarania też istnieje tytuł, który dźwięczy i brzmi. Właściwie to wszystko jest muzyką, i tytuł, i całe moje malarstwo. Buduję obraz tak, jak gdybym komponował utwór muzyczny. Ale to nie polega na tym, że słyszę jakąś konkretną muzykę – we mnie jest coś, co nazwałbym jej bezdźwięcznym zapisem. Nie kładę żadnej plamy, żadnej kreski na zasadzie tymczasowości z myślą, że potem to przemaluję i pozmieniam. Od początku do końca muszę pracować tak jak chirurg operujący skalpelem, czy nawet laserem. Oczywiście opisuję tu pewien stan idealny, do którego stale zmierzam, choć nie wiem, czy mi się to w pełni udaje. Dążę do niego nawet wówczas, gdy robię coś, co jest swoistym bełkotem. Wszystko to musi być bardzo precyzyjnie postawione – aby później, gdy owo niechlujstwo zestawiam z czymś klarownym – całość zaczęła brzmieć; tak jak w życiu brzmią zestawienia czegoś ostrego z miękkim, rzężenia z pięknym śpiewem.

U mnie człowiek istnieje w formie kadłuba, dziwnego odnóża czy łba, nigdy nie osamotnionego. Istotne jest dla mnie to, aby wszystko było zapisem sfery wyobraźni – nie istnieje sfera mimetyczna, jakkolwiek także używam elementów konkretnych. Właściwie wszystko jest tak malowane jak konkretny przedmiot. Ale to jest jakiś anonimowy przedmiot, anonimowa figuracja. Widać także, że coś się rusza w tej materii, coś kłuje, coś boli. Człowiek został sprowadzony tylko do elementów sygnalnych, umownych. Ja po prostu buduję coś na nowo – to trochę tak, jakbym z rozszarpanej postaci wybierał tylko niektóre jej fragmenty, te najbardziej istotne. A buduję na nowo po to, żeby się odbiorca wzruszył.

Wszystko, co dzieje się w obrazie, cała historia przeze mnie opowiedziana , staje się niczym innym, jak anonimową figuracją o dużym ładunku symbolicznym. Ktoś mówiąc o moich pracach użył określenia anonimowa figuracja i chciałbym je zachować jako szczególnie trafne. Chyba tak jest, że w moich obrazach symbol jest poganiany symbolem, a znak goni znak. Tkwi w tym wszystkim także i metafora.(...) Staram się podczas pracy nie doprowadzać do takiego stopnia jasności, który zatraciłby element tajemnicy. Tajemnica jest mi po prostu niezbędna; sądzę, że będzie istnieć zawsze, choć nie wiem jak bardzo starałbym się wedrzeć intelektem w to wszystko, co kształtuje obraz. Tajemnica dla mnie jest tym, czym cień dla człowieka. Czasem go nie widać, ale gdy się pojawi, uświadamia nam, że właściwie jest obecny zawsze, nieodłączny.

Właściwie wszystko to, co maluję jest po prostu moim pamiętnikiem intymnym. Staram się z tych pokładów, o których przed chwilą mówiliśmy, wyciągać to tylko, co sam w sposób prawdziwy przeżyłem. (...) Kiedy maluję , jestem nie tylko biologią, ale również sam staję się metafizyką. To zapewne nie jest sformułowanie naukowe… W trakcie pracy wszelkie pierwiastki nieustannie się mieszają, wszystko bulgoce i pewnie stąd taki efekt.”

-Tadeusz Brzozowski w wywiadzie z Agatą Ławniczak, Dwumiesięcznik Sztuka, 4/86, s. 2-6.

 

Poszukiwany artysta

Aktualnie nie posiadamy prac tego artysty

Zapisz się do newslettera - dowiesz się pierwszy o dodaniu nowych prac tego artysty

Jeżeli chcą Państwo sprzedać jego prace prosimy o kontakt

Przyjmujemy obiekty na aukcje
Inkografie Edwarda Dwurnika