ZAKRZEWSKI Roman

ZAKRZEWSKI Roman
ZAKRZEWSKI RomanZAKRZEWSKI RomanZAKRZEWSKI Roman

ZAKRZEWSKI Roman BIO

Tytuł:Kwiaty w wazonie (1985)
Technika:olej, płótno
Wymiary:65 x 45 cm (wymiary z oprawą: 77 x 57 cm)
Uwagi:
zapytaj o cenę

 

ROMAN ZAKRZEWSKI - NOTA BIOGRAFICZNA

Roman Zakrzewski

 

ROMAN ZAKRZEWSKI urodził się w 1955 roku w Oświęcimiu, zmarł 25 grudnia 2014 r. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1985 roku uzyskał dyplom w pracowni malarstwa prof. Jerzego Nowosielskiego. Tematem przewodnim w twórczości malarza były portrety kobiet.

 

 

 

 

 

 

WYBRANE WYSTAWY


2008 - Wystawa malarstwa, Giardino Galerie & Beeldentuin, Holandia;
2007 - Wystawa malarstwa w Japonii, Daimaru (Kobe, Ashiya);
2004 - Wystawa malarstwa w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie;
2002 - Wystawa malarstwa w Muzeum w Bielsku-Białej;
1999 - Jerzy Nowosielski i jego uczniowie, Galeria Sukiennice, Kraków;
1996 - Wystawa malarstwa w Art-Club, Kraków;
1986 - Jerzy Nowosielski i jego uczniowie, Galeria Forum, Kraków.

 
Artysta deklarował swoją filozofię:

„W malarstwie poszukuję prostoty i harmonii oraz piękna duchowego człowieka. Oczywiście, mam swoje inspiracje, swoich mistrzów takich jak Leonardo, Rafael, Botticelli czy Modigliani. Sztuka tych artystów formowała moją postawę twórczą. Piękno, do którego dążyli stało się również moim celem i sensem sztuki. Wierzę, że Bóg powołał artystę do tworzenia piękna i że obowiązkiem artysty jest obrona najwyższych wartości etycznych i estetycznych oraz wnoszenie ich w dzisiejszą rzeczywistość.” „Tylko Bóg jest prawdziwym artystą. Z niczego stworzył piękno. Artyści muszą się inspirować.”

 
Roman Zakrzewski, 2010 r. [archiwum artysty]

 

ARTYKUŁY NA TEMAT ARTYSTY

 

Roman Zakrzewski

W trzecią rocznicę śmierci Romana Zakrzewskiego (zm. 25 grudnia 2014 r.) przypominamy jego życie i twórczość.

Na naszą prośbę Jego Magnificencja prof. dr hab. Stanisław Tabisz - rektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie im. Jana Matejki, napisał tekst w którym wspomina postać artysty.


Stanisław Tabisz


KOBIETA JAKO MADONNA…
O niezwykłych portretach kobiet Romana Zakrzewskiego.

Aby uzmysłowić sobie, czym jest obraz jako dzieło sztuki nie można uciec od zdefiniowania pojęć i zasad, dzięki którym artysta buduje całość zatrzymanego w czasie, statycznego motywu wizualnego. Kreowany obraz musi mieć sam w sobie uzasadnienie, że istnieje i przyciąga wzrok ludzki, a może odwrotnie, że oczy poszukują takiego właśnie widzenia świata, które coś określa i zatrzymuje, a to dla uświadomienia sobie istoty widzenia i postrzegania. Do jednych z podstawowych wartości postrzegania, do sedna percepcji należy piękno zobaczonego obrazu w całości złożonych elementów, i jego pozytywna afirmacja. A piękno to ład i harmonia, to w kompozycji malarskiej znalezione odpowiednio proporcje, zależności i relacje oraz spójność wielu elementów, to psychologiczny i duchowy wyraz; oddziaływanie czyste, klarowne, wyraziste, jedyne, absolutnie przekonywujące…

Wysoce wysublimowana sztuka portretowania kobiet przez Romana Zakrzewskiego narodziła się jeszcze podczas studiów na Wydziale Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Jerzego Nowosielskiego. Roman Zakrzewski należał do wyjątkowych uczniów wybitnego, charyzmatycznego malarza, teologa i teoretyka sztuki. Odnalazł on bowiem kontakt głębszy z prof. Jerzym Nowosielskim, aniżeli zwykła, standardowa zależność, bądź hierarchiczne powiązanie pomiędzy nauczycielem a uczniem. Przełomowe dla Zakrzewskiego okazało się wydarzenie podczas zajęć w Akademii. Nowosielski, udzielając korekt swoim studentom, zapytał czy czytają Biblię. Zapanowało milczenie. Prof. Jerzy Nowosielski zdziwiony i zaskoczony ponowił pytanie: „jak to, nie czytacie Państwo Biblii?”. Nie! Brzmiała milcząca odpowiedź.

Dla Romana Zakrzewskiego wydarzenie to zapadło głęboko w pamięć. Sięgnął do Biblii i zaczął ją regularnie czytać. To spowodowało przełom duchowy studenta oraz inne, wewnętrznie refleksyjne i duchowe nastawienie do uprawiania malarstwa… Pamiętam jedną z pierwszych indywidualnych wystaw Romana Zakrzewskiego w Krakowie, w galerii tuż przy Rynku Głównym, przy ul. Mikołajskiej. Były to jeszcze czasy kiepsko wydawanych katalogów, ale dzieła na ścianach wielu galerii sztuki w Krakowie wisiały i emanowały blaskiem klarownym i zdumiewającym. Jak mawiał o takiej sytuacji Jerzy Nowosielski: „obrazy wiszą na ścianie i żadna ludzka siła już tu nic nie pomoże”.

Przyszedłem na wernisaż Romana Zakrzewskiego ze Zbysławem M. Maciejewskim, gwiazdą krakowskiego malarstwa, profesorem Akademii, którego byłem asystentem. Jego odbiór i zdanie, jeżeli je wypowiedział, było wysokiej miary i bardzo wysokich wymagań formalnych. Obejrzał obrazy, zauważając inspiracje Modiglianim i Nowosielskim, ale przyznał, że portrety kobiet Zakrzewskiego są klarowne i precyzyjnie zakomponowane, pod względem warsztatowym wydają się bardzo dobre. W towarzyszącym wystawie małym, czarno-białym folderku zamieszczony był tekst prof. Jerzego Nowosielskiego napisany dla swojego ucznia. Było w tym tekście zdanie o sensie i ważności sukcesji, jakiej podejmują się niektórzy artyści kontynuując i rozwijając, na swój sposób, pewien rodzaj twórczego oddziaływania, sukcesji, tradycji, problemu, warsztatowego wtajemniczenia, wizji… Roman Zakrzewski, już po studiach i obronie dyplomu magisterskiego, zmienił swoje życie diametralnie. Stał się żarliwie wierzącym i praktykującym katolikiem. Zapanował całkowicie nad swoim alkoholowym nałogiem.

Malował jednak wizerunki kobiet konsekwentnie i systematycznie. Tylko portrety kobiet, których kanonem i wzorcem była uroda i osobowość żony artysty. Czuło się w tych portretach inspirację portretami Amadeo Modiglianiego, ale jednocześnie pewne zindywidualizowanie pozujących Zakrzewskiemu modeli, które gdzieś tam zawsze pobrzmiewały kanonem szlachetnych rysów wspomnianej już żony artysty. Sam otrzymałem od Romana swój portret i niejednokrotnie widziałem płótna poświęcone także innym kobietom niż żona, ale wzorzec, ideał, kanon był zawsze wyczuwalny. Czysta, idealistyczna kobiecość żony Romana, szlachetna i uduchowiona kobiecość Madonny, wizerunek, który zmysłowość i urodę ciała oraz ubioru podnosił do ragi sacrum, bo jak mawiał Jerzy Nowosielski: „ciało kobiety jest świątynią”. Stopniowo, artysta zmieniał otoczenie dla swoich portretów. Wprowadzał w tle martwe natury, fragmenty krzesła czy stołu, wycinki starej architektury, pejzażowe widoki za oknem, jak we wczesnorenesansowych i renesansowych dziełach.

Znakomity pisarz, Waldemar Łysiak, zamieścił reprodukcje kobiecych portretów Zakrzewskiego w jednym z tomów „Malarstwa białego człowieka”. Zakrzewski nie miał stałej umowy o pracę. Żył z malarstwa, a nie było i nie jest to wcale łatwe w Polsce. Ciekawostka jest to, że zjawiał się w mieszkaniu Zakrzewskiego pewien sportowy menadżer piłkarski i kupował obrazy. Artysta był rozmówcą niezwykłym, żarliwym i przekonywującym, a przy tym miał wyborny, błyskotliwy dowcip. Po raz ostatni spotkaliśmy się w Krakowie u przyjaciela, grafika Przemysława Zawadzkiego. Przy kolacji, rozmowa z Romanem to była dodatkowa, prawdziwa uczta. Oczytany w Piśmie Świętym, posiadający wobec swoich przekonań i wyznawanych wartości bardzo mocne uzasadnienia i argumenty. Odwiózł nas wtedy w nocy, z Władysławem Podrazikiem, swoim samochodem do domu. Na ulicach było dużo śniegu. Utworzyły się koleiny i wysokie zwały. Roman jechał samochodem bardzo ostrożnie, cały czas opowiadając z pasją śmieszne historie. Wspominam artystę malarza Romana Zakrzewskiego z bardzo dużym sentymentem i uznaniem.

Brakuje mi rozmów z nim oraz tych mistrzowsko opowiadanych anegdot i dowcipów. Jego wizja kobiety szlachetnej i pięknej budzi we mnie zachwyt i rozbudza nadzieję na lepsze relacje między kobietami i mężczyznami. Podobne wrażenia krystalicznej szlachetności odczuwam oglądając „madonny” Rafaela Santi czy akty kobiece namalowane przez Jerzego Nowosielskiego. Jest w tym wszystkim nadzieja, w takim podejściu do sztuki, że wszystko co stworzone w harmonii i pięknie wspiera nasze kruche i słabe człowieczeństwo, wobec tej ciemnej strony natury ludzkiej, gdzie w jądrze ciemności budzi się barbarzyństwo, okrucieństwo i obrzydliwość destrukcyjnych spraw tego świata…


Stanisław Tabisz Wrzesień 2017

* Dokończony tekst, rozpoczęty kilka lat temu, jeszcze za życia artysty.



Jerzy Nowosielski o malarstwie Romana Zakrzewskiego


"Nareszcie jest o kim i o czym pisać! Tak długo byłem świadkiem i wymuszonym uczestnikiem sytuacji, kiedy musiało się właściwie wymyślać powody do pisania. Cały ten straszny zalew twórczością pozorną, twórczością "na wystawę", w sytuacji rynkowej handlu "sztuką". To zaczęło się chyba gdzieś w latach 30-tych wtedy, kiedy w Paryżu centrum sztuki przeniosło się z Montmartru na Montparnas, kiedy malarze ubodzy, tacy co i butów nie mieli, zaczęli się bogacić.

 Kim był ostatni malarz ubogi? Ostatni szalony? Ostatni artysta naprawdę ukrzyżowany? Pewnie było ich wielu. Takich, których bogacąca się społeczność nie chciała, nie mogła akceptować. Wyrzucano ich z restauracji i towarzystwa. Ta sama jednak społeczność wtedy, kiedy ostatni z tych "szalonych" umarł, "zdechł", przestał straszyć swoją gorszącą obecnością, potrafiła jego pracą, jego spadkiem artystycznym znakomicie zahandlować. Wtedy zaczęło się to wielkie zło w kulturze zachodnioeuropejskiej, które nazwać wypada komercjalizacją sztuki.

Artyści zwąchali pieniądze. Na trupach wielkich męczenników, takich jak Van Gogh, Gaugin i wielu innych, zaczęły wyrastać fortuny. Ostatnim z tych "szalonych męczenników", przynajmniej na gruncie paryskim, był chyba Amadeo Modigliani, bo nie wspomnę o tym naprawdę ostatnim, bo przechwyconym przez łakomą prosperitę męczenniku, hodowanym sztucznie i sztucznie karmionym, ostatnim poecie Montmartru, Utrillu.

 A tutaj, w tej biednej, zubożałej Polsce, mamy znowu malarza, który nas zadziwia. Jest to stosunkowo młody artysta. Jakie jest jego miejsce? 0 dziwo! 0 cudzie cudów! Nie jest on oryginalny. Nie jest indywidualnością. Nie może się legitymować niczym tym, co jest najpełniejszą legitymacją na wszelkich wystawach i szumnych imprezach komercjalnych naszego świata. Kim on jest? Może to Modigliani, który zmartwychwstał, który powrócił, aby w innym klimacie i w innych warunkach dokończyć swojego dzieła? Odłóżmy intuicje i podejrzenia. W rozwoju sztuki europejskiej istniało coś, co można nazwać sukcesją doświadczenia. Doświadczenia warsztatu, ale też doświadczenia duchowego. El Greco był bezpośrednim uczniem Wenecjan. Ale też kiedy się zestarzał, sięgnął po inną sukcesję. Wiemy, jaka to była sukcesja.


Tego właśnie nam brakowało. W skomercjalizowanej, rynkowej sytuacji sztuki drugiej połowy XX wieku nikt nie sięgnął po sukcesję. Tego nie wolno było robić. Tego się nie sprzedawało. Tym się nie handlowało. Niestety, jednak rozwój duchowy sztuki jest ciągłością. Jest jednością doświadczenia duchowego. I jeżeli ja widzę, że młody artysta podejmuje bezpośrednio "doświadczenie" innego artysty, przedwcześnie zmarłego 69 lat temu, że jakby wciela się w jego malarskie życie, pogłębia, dopowiada i realizuje to, czego tamten nie zdążył zrobić, to podejrzewam, że stoję przed wielką tajemnicą rozwoju sztuki, taką oczywiście, o której ludzie trwożliwi nie odważą się mówić, ale która nam, tu, niespodziewanie i ku mojej radości się objawia. Bądźmy na tyle odważni, żeby to zobaczyć i żeby to przyjąć."

 
Jerzy Nowosielski, 28 stycznia 1989 r. [archiwum Romana Zakrzewskiego]

 

Prof. Stanisław Tabisz Portrety kobiet

"Uzdolniony ponad akademicką przeciętność uczeń Jerzego Nowosielskiego chwali swojego Mistrza i dogłębnie rozumie artystyczno-teologiczną zasadę "realizmu eschatologicznego". Jego postawa fascynacji, wynikająca z "sukcesji doświadczenia" warsztatowego i duchowego artystów minionych epok, jest poniekąd przeciwieństwem w stosunku do wszelkich, powszechnie akceptowanych przez współczesność tendencji manifestowania skrajnego indywidualizmu i hermetyzmu. On rezerwuje dla sztuki malowania obrazów poczucie piękna i potrzebę wzruszenia, klarowność formy oraz wewnętrzną wizję prawdy, która ustanawia właściwe proporcje obecności tego, co widzialne i tego, co zakryte duchową tajemnicą. Roman Zakrzewski od wielu już lat maluje portrety jedynej kobiety, inspirując się przeważnie wizerunkiem swojej żony, utrwalając i sławiąc tym samym jej wdzięk i urodę, liryczny nastrój oraz piękno i czystość jej duchowego wnętrza. Wysmukła twarz i szyja, migdałowe oczy, zmysłowe usta — to kanon zaczerpnięty od Amadeo Modiglianiego — i podobny, dyskretnie melancholijny wyraz całości. Zdarza się, że powodem do namalowania portretu jest inna kobieta, lecz i w tym przypadku artyście nie chodzi o dosłowne odzwierciedlenie zewnętrznego wyglądu, ale o dotarcie do wewnętrznego ideału.(...)"

 
Stanisław Tabisz, Portrety kobiet, "Architektura & Biznes", nr 5, maj 1998.

 

Sprawozdanie z Wystawy „Jerzy Nowosielski i jego uczniowie”

„Wystawa „Jerzy Nowosielski i jego uczniowie” była – jak to określił sam profesor – „nieśmiałą próbą” konfrontacji twórczości pedagoga i trojga spośród jego studentów. […] Najszerzej na tej wystawie zaprezentował się Roman Zakrzewski – autor serii portretów. W szerokim zestawie jego prac znakomicie odbija się zmaganie artysty (najmłodszego na tej wystawie – dyplom uzyskał w roku 1984) z psychologicznym odbiciem modelek, szkołą Mistrza i wzorami Amedea Modiglianiego. Z płócien Zakrzewskiego spoglądają kobiety o twarzach pociągłych, modelowanych mocno zaznaczonym konturem, o wyrazistych, powiększonych oczach; takie, jakie można spotkać w oeuvre Jerzego Nowosielskiego i dekoracyjnym ekspresjonizmie włoskiego malarza. Zakrzewski nadaje swym kobietom liryczny powab, umie wyeksponować wartości tkwiące w refleksyjnej zadumie kobiecości, a bogata kolekcja płócien pozwalała z uwagą i wnikliwie śledzić kształtowanie się warsztatu młodego malarza.”

- Kronika z kraju: Sprawozdanie z Wystawy „Jerzy Nowosielski i jego uczniowie”, Dwumiesięcznik Sztuka, 4/86, s. 61.

 


Janusz Miliszkiewicz Łowca aniołów

 
"Dla Romana Zakrzewskiego w każdej kobiecej twarzy kryje się idealne piękno. Zakrzewski maluje współczesne dziewczyny jak renesansowe madonny. Uroda modelki nie ma dla niego znaczenia. Wszystko jest grą wyobraźni.

 Bohaterką obrazów Romana Zakrzewskiego jest kobieta. Migdałowe przymknięte oczy. Pociągłe twarze o rysach tak delikatnych, że stają się wręcz nierzeczywiste. Szyje lekko wydłużone podobnie jak u modelek z płócien Modiglianiego. Ręce o szlachetnych proporcjach ułożone w symbolicznych gestach jak u renesansowych madonn. Kompozycja płócien nawiązuje przede wszystkim do tradycji ikony. Ograniczona skala barw, jakby spłowiałe kolory i niepowtarzalna harmonia, która sprawia, że obraz ma nie tylko estetyczną, ale także mistyczną wartość. Artysta na przekór okrucieństwu współczesnego świata próbuje malarstwem wyrazić najjaśniejszą stronę istnienia. Dlatego uwiecznia współczesne madonny. (...)"

 
Janusz Miliszkiewicz, Łowca aniołów, "Twój Styl", nr 3, marzec 1999.

 


Agnieszka Julia Dudek Wspomnienie o Romanie Zakrzewskim


"Nie mogę przywołać z pamięci jak wyglądało moje ostatnie spotkanie z Romanem Zakrzewskim. Artysta miał w zwyczaju odwiedzać naszą Galerię. Wpadał niespodziewanie na pogawędki o sztuce i jego nowych obrazach. Pamiętam, że jakiś czas temu pojawił się pomysł wywiadu, który miał być rozwinięciem tych rozmów. Sporządziłam pytania i przesłałam je Panu Romanowi, w odpowiedzi otrzymałam: "zanosi się na długie pisanie". Bardzo żałuję, że nie zdążyliśmy zrealizować tego wywiadu." [więcej]

 
Zabrania się kopiowania, publikowania, rozpowszechniania tekstów oraz fotografii znajdujących się na stronie www.galeria-attis.pl. Zgodnie z Ustawą o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170).

 

NIEDOSTĘPNE PRACE ARTYSTY

 

Niedostępne prace artysty niedostępne
Niedostępne prace artysty niedostępne
Niedostępne prace artysty niedostępne

 

Niedostępne prace artysty niedostępne
niedostępne
Niedostępne prace artysty niedostępne

 

Niedostępne prace artysty niedostępne
Niedostępne prace artysty niedostępne
Niedostępne prace artysty niedostępne

 

 

 

 

Chcesz sprzedać obraz

Nasze aukcje