Aktualności

Data dodania: 2014-04-27

Dariusz Milczarek - o malarstwie

dariusz milczarek

Wywiad z artystą.

O malarstwie

Agnieszka Julia Dudek: Zdzisław Beksiński określał swoją sztukę jako „pejzaż wewnętrzny”. Jak Ty określiłbyś swoje malarstwo?

Dariusz Milczarek: To trudne pytanie – tym bardziej, że postawione w odniesieniu do malarza, za którego twórczością nigdy nie przepadałem... Wolałbym uniknąć różnicowania, wypowiadania się na temat twórczości Beksińskiego, a to pytanie trochę to sugeruje. Myślę, że znajdujemy się na przeciwległych biegunach malarstwa. Co za tym idzie – nasuwa się myśl, że moje malarstwo to „pejzaż zewnętrzny”. A tak na poważnie – pewnie prawda leży gdzieś pośrodku. Cioran, w jednej ze swoich książek, napisał, że oczy człowieka dostrzegają na zewnątrz to, co wzburza jego wnętrze. Obrazy, które maluję, mają związek z rzeczywistością – jest ona dla mnie punktem wyjścia, inspiracją. Można powiedzieć, że obrazy są oparte na faktach – malowane przeze mnie sytuacje wydarzyły się w konkretnym miejscu i czasie. Obserwując codzienność, odnajduję pewne znaczenia, które stają się tematem moich prac. Idąc za myślą Ciorana – patrzę na świat w pewien sposób filtrując… (ma to związek ze zjawiskiem projekcji). Podejmuję więc próby ukazania tego, w jaki sposób odczuwam rzeczywistość. Ale staram się zachować równowagę i łączyć to, co wyobrażone (czyli to, co wypatrzyłem, odkryłem w zastanej sytuacji) z realnością. „Pejzaż wewnętrzny” kojarzy mi się natomiast z dawką emocji bardzo intymnych; emocji, które ja wolę pozostawić dla siebie i najbliższych.

dariusz milczarek

 Dariusz Milczarek, Poczekalnia III, (2014), tempera żółtkowa, płótno, 50 x 50 cm.

A.J.D: Który artysta wywarł na Ciebie największy wpływ?

D.M: Wszystko zależy od tego, w jaki sposób spojrzymy na to pytanie – artystów, którzy mieli na mnie wpływ, jest z pewnością więcej, niż jestem tego świadom. A ten, który wywarł (czy też wywiera) na mnie największy wpływ, może mi się wydawać obecnie mało istotny... Bywa różnie. I myślę, że wciąż się to zmienia... W czasie egzaminu wstępnego na ASP zapytano mnie – przy przeglądzie moich prac domowych – kim się inspiruję. Byłem wtedy zafascynowany twórczością Jerzego Nowosielskiego, ale miał on większy wpływ na moje rozumienie (czy podejście do) malarstwa niż na samą formę. Oczywiście, nadal można doszukiwać się w moich pracach inspiracji jego obrazami. Staram się jednak nikogo nie naśladować. Ale są i takie sytuacje, kiedy po namalowaniu obrazu, okazuje się, że coś jest do czegoś zbyt podobne... Staram się mówić szczerze, bo uważam, że osoby, które twierdzą, że nie inspirują się nikim, kłamią w żywe oczy lub autentycznie nie zdają sobie sprawy z siły oddziaływania otoczenia. Z pewnością olbrzymi wpływ mieli na mnie pedagodzy, u których studiowałem: na pierwszym roku – u prof. Janusza Matuszewskiego, później u prof. Stanisława Rodzińskiego, a obecnie u prof. Adama Wsiołkowskiego (w którego pracowni miałem przyjemność bronić dyplom, a obecnie kontynuuję naukę na studiach doktoranckich). Mamy już czterech artystów związanych z krakowską ASP... Bardzo ważny jest też dla mnie Andrzej Wróblewski... Wychodząc jednak poza inspiracje „lokalne” - myślę, że w istotny sposób oddziałuje na mnie malarstwo Jarosława Modzelewskiego, Wojciecha Fangora czy Davida Hockneya. Każdy z tych artystów jest dla mnie ważną postacią i miał większe lub mniejsze znaczenie dla kształtu moich dzisiejszych działań. Dawni mistrzowie – tacy jak Massacio, Duccio, Caravaggio – również stali się drogowskazem w artystycznych poszukiwaniach. Odnajduję w pracach czy w postawach wymienionych twórców pewne cechy, które są dla mnie istotne, natomiast dla osoby z zewnątrz mogą być niewidoczne, czasem sprzeczne.


A.J.D: Tworzysz w technice tempery żółtkowej. Na czym polega specyfika tej techniki?

D.M: Moje zainteresowanie techniką tempery żółtkowej zaczęło się od fascynacji ikoną oraz malarstwem dawnych mistrzów. Przeszło pięć lat temu odbyłem kurs pisania ikon w jednej z krakowskich cerkwi prawosławnych. Kurs ten pomógł mi, między innymi, zgłębić zasady technologiczne posługiwania się wspomnianą techniką. Początki były trudne. Farba bardzo szybko wysycha, mozolne jest robienie przejść tonalnych. Niemożliwe jest ekspresyjne malowanie z gestu, również z impastem jest problem. Farba położona zbyt grubo pęka i łuszczy się – tempera wymaga więc dużej dyscypliny. Przed rozpoczęciem pracy staram się zaplanować, jaki kolor położyć na jaki, aby uzyskać zamierzony efekt. Nie mieszam farb na palecie, a kolory łączę ze sobą dopiero na płótnie. Do malowania wykorzystuję barwione grunty – od jakiegoś czasu gruntuję płótna na czarno. Temperę żółtkową uzyskuje się poprzez utarcie pigmentu w proszku z medium, w którego skład wchodzą: żółtko z jajka, woda oraz ocet winny. Farba po wyschnięciu powinna mieć aksamitny, matowy kolor. Tym samym – nie ma nic wspólnego
z temperą w tubkach, którą można kupić w sklepach dla plastyków.

dariusz milczarek

 Dariusz Milczarek, Poczekalnia II, (2014), tempera żółtkowa, płótno, 90 x 90 cm.

A.J.D: Tworzysz wstępne szkice prac? Jak długo pracujesz na obrazem?

D.M:  Nie mam sztywnego założenia co do wykonywania szkiców malarskich. Uzależniam to od potrzeby. Szkice wykonuję zazwyczaj wtedy, gdy zaczynam nową serię obrazów i muszę pewne kwestie rozstrzygnąć na mniejszym formacie. Zresztą, ze szkicami jest tak, że często są lepsze od powstałego na ich podstawie obrazu. Mają w sobie jakąś świeżość, są mniej zobowiązujące... Szkicami mogę nazwać również zdjęcia stanowiące bezpośrednią inspirację wizualną. W zasadzie – nie ruszam się z domu bez aparatu. Karta pamięci to mój notatnik. Nigdy jednak nie pociągało mnie beznamiętne odmalowywanie zdjęć. Są one jedynie zapisem interesujących mnie zjawisk, sytuacji, które gdzieś zobaczyłem. Stanowią więc notatkę, którą – malując – przetwarzam (coś uzupełniam, coś pomijam). Czy długo pracuję nad obrazem? Tu zgadzam się z Jerzym Nowosielskim, któremu zadano podobne pytanie. Odpowiedział : najszybciej, jak to możliwe. Powstawanie obrazu to proces, który dojrzewa w umyśle długo przed sięgnięciem po płótno i farby. Efekt malowania jest też wynikiem doświadczenia pochodzącego z procesu tworzenia poprzednich prac. Najwięcej uczę się na tych obrazach, z których nie jestem zadowolony. Wypływa to zapewne z podejmowania jakiegoś ryzyka, z próby przekroczenia tego, co już mi znane, ujarzmione. Zazwyczaj pracuję „rzutami” – przez tydzień lub dwa nie wychylam się z pracowni, a później mam krótką przerwę – muszę zaczerpnąć powietrza, spojrzeć na to, co powstało, z dystansu. Sięgam po płótno mając pomysł, punkty zaczepienia, które są powodem do malowania. W czasie pracy robię przerwy, obserwuję, w którą stronę to, co pojawia się na płótnie, zaczyna mnie prowadzić. Im bliżej końca, tym więcej obserwuję, a mniej maluję. Mam wiele niedokończonych płócien, a raczej: porzuconych. Jak na razie, do żadnego z nich nie powróciłem... Nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, jak długo maluję obraz – musiałbym określić, w którym momencie zaczynam, a tego nie da się konkretnie ustalić. Z pewnością mogę powiedzieć, że jestem bardzo niecierpliwym malarzem, co też jest powodem wybrania właśnie techniki tempery żółtkowej, która pozwala na wprowadzanie szybkich zmian oraz niemalże natychmiastowe kładzenie kolejnych warstw farby.


A.J.D: Czym się zachwycasz? Co Cię inspiruje?

D.M: Moje inspiracje ulegają ciągłym metamorfozom. Na pewno tym, co je łączy, są światło i kolor, które dla mnie – jako malarza – są bardzo ważne. Paradoksalnie, zachwycam się tym, od czego większość stara się uciec, czyli monotonią, codziennością. To przecież nasze życie – taka poczekalnia pełna sprzeczności i bezsensu. Staram się temu przypatrywać. Tak jak wcześniej wspominałem, pracuję na podstawie zdjęć. Za pomocą aparatu fotograficznego rejestruję zjawiska, w których odnajduję pewne znaczenia. Bohaterami obrazów są przypadkowe osoby. Całość składa się na swego rodzaju teatr życia codziennego. Uważam, że te najważniejsze inspiracje czy odpowiedzi są tuż pod nosem – wystarczy mieć oczy szeroko otwarte. Malarski problem światła i cienia oraz temat związany z przedstawieniem postaci łączę bezpośrednio z myśleniem o ludzkiej tożsamości, o ludzkiej kondycji. Ważną rolę w rozważaniach i w próbach zrozumienia tych zagadnień spełniła literatura, która stała się dla mnie źródłem inspiracji oraz odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Najczęściej są one związane właśnie z człowiekiem: z jego obecnością i niebyciem, i w końcu, z celowością ludzkiej egzystencji.

 A.J.D: Dziękuję za rozmowę.

[Z Dariuszem Milczarkiem rozmawiała Agnieszka Julia Dudek, 27 kwietnia 2014 r.]


Prace artysty w naszej Galerii.

powrót do listy aktualności